HISTORIAGALERIA PLAKATUKONTAKTGALERIA ZDJĘĆPLAN MIASTA DO POBRANIANEWSLETTER
ZAPROSZENIEPROGRAMUCZESTNICYAKTUALNOŚCIJURYWYNIKI

23 - 24 sierpnia Festiwal czas zacząć

Ponad dwie i pół godziny trwał wczorajszy koncert inaugurujący XXIX Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich...


Gdy na scenę wszedł pierwszy zespół organizatorzy odetchnęli z ulgą: festiwalowa maszyna ruszyła.
Tak jednak naprawdę, to Zakopane festiwalem żyło już w sobotę. Krupówkowe krzywe latarnie zamieniły się w kogucie głowy, obok namiotu stanęły kupy siana o rozmiarach jakich nie widzieli najstarsi górale, nad ulicami powiewały białe festiwalowe transparenty przemieszane z żółtymi i niebieskimi wezwaniami maryjnymi, z których miasto czerpało ducha szykując się do wizyty Ojca Świętego. Tu i ówdzie pojawiły się ogromne "zbyrcoki" jak górale nazywają zwinięte z blachy krowie dzwonki. Aczkolwiek tych festiwalowych elementów nie było chyba mniej niż w latach ubiegłych, ale wizualnie zagłuszały je liczne reklamy firm znanych z telewizyjnego ekranu, w których teraz gustują nie tylko zakopiańscy restauratorzy i sklepikarze.
Sobotnim symptomem zbliżającego się festiwalu były zorganizowane przez Związek Podhalan konkursy na Dorożkarza Roku i parę "pytacy". Konkurs dorożkarski był popisem sprawnościowo - szybkościowym podhalańskich fiakrów. Startowano w dwóch kategoriach - pojazdów jednokonnych i pojazdów dwukonnych. Należało przejechać określona trasę - w kółeczko, cofanie w jedlinowa bramkę, później galop do mety. Komisarz Lucyna Dziuba, naczelnik wydziału ruchu drogowego zakopiańskiej policji ze swoimi ludźmi pilnowała, że ten galop nie zakończył się katastrofą. Konkurs nie był zbyt licznie obsadzony i sensacji sportowych nie było: W "pojedynkach" pierwsze miejsce zajął Jan Szewczyk z Zakopanego przed Janem Stanuchem z Kościeliska i Andrzejem Klusiem Podobnym z Harendy. Nazwiska powtarzały się w wynikach powożenia "parówkami": Jan Stanuch przed Andrzejem Klusiem Podobnym i Stanisławem ĺwidrem z Harendy Niewątpliwą atrakcją konkursu były powozy na których jechali zawodnicy. Oprócz znanych wszystkim bryczek i rzadziej oglądanych dużych "lando", sprowadzanych ponoć przed stu laty z Wiednia, był fasiąg - wózek, którym górale przed półtora wiekiem przez trzy dni wieźli "ponów" z Krakowa pod Giewont. Pojazd ten zaprezentował Władysław Skupień Graciorz z Białego Dunajca, który zgodnie ze swym przydomkiem jest pasjonatem dawnych pojazdów podhalańskich. Już po konkursie, za opłatą "co łaska" można było się przejechać kawałek tymi muzealnymi pojazdami. Chętnych było bez liku, tym bardziej, że datki wrzucało się do skrzyneczki z napisem "Górale powodzianon".
W konkursie śpiewu "pytackiego" również nie było sensacji: pierwsze miejsce zajęli bracia Karol i Stefan Helios Strączkowie z Królów pokonując Bogdana Styrczulę i Wojciecha Leśniaka z Kościeliska i zwycięzców niedawno zakończonych "Sabałowych Bajań" - Pawła Maciatę i Andrzeja Skupnia Graciorza z Białego Dunajca. Byli to zresztą jedyni "pytace", którzy występowali w tym roku.
Z godzinny blisko opóźnieniem i przy zapadającym zmierzchu rozpoczął się pokaz wesela góralskiego prezentowanego przez gospodarza tegorocznego festiwalu, zespół "Holny" z Zakopanego, który za rok w czasie 30. festiwalu obchodzić 30 lecie działalności. Tłum, który na weselników cierpliwie czekał na pl. Niepodległości nie zawiódł się.
Tak naprawdę to wszyscy jednak czekali na gości ze świata. Wczoraj rano do Zakopanego dojeżdżały ostatnie zespoły, nad ranem dobrnęli Macedończycy, nieco później Portugalczycy, którzy w autokarze spędzili bez mała dwie doby. Zabrakło tylko Ukrainy, która utknęła gdzieś w granicznym korku i... niektórych zespołów polskich, co zresztą stało się mało chlubną festiwalową tradycją.
Po mszy odprawionej przez kapelana Związku Podhalan ks. Władysława Zązela w dół Zakopanego ruszył barwny korowód. Wprawdzie tradycyjnie poprzedzała go "pytacka" para, ale zabrakło owczarków podhalańskich, które zawsze pilnowały, aby stado festiwalowych owieczek zbyt się nie rozpierzchło. Może właśnie dlatego korowód minął pod znakiem kompletnego chaosu. Na zespoły napierał tłum widzów nie pozostawiających miejsca na większe popisy. Gdy kilka godzin później z namiotowej sceny zabrzmiała śpiewka "górole, górole, góralska muzyka..." wszystko zostało przebaczone.


 

« Powrót

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego”
Partner Główny





 

 



Projekt: Agnieszka Knapik    |    Powered by AntCms MATinternet Zakopane 1999-2017