HISTORIAGALERIA PLAKATUKONTAKTGALERIA ZDJĘĆPLAN MIASTA DO POBRANIANEWSLETTER
ZAPROSZENIEPROGRAMUCZESTNICYAKTUALNOŚCIJURYWYNIKI

27 sierpnia - Nocne obrady/ Wojna Szkocko-Niemiecka / Ostatnie nagrania? /Siostra Helena Festiwalowa

Zakopiański zespół im. Klimka Bachledy zakończył "punktowane" występy XXIX Festiwalu Folkloru Ziem Górskich...


Nocne obrady
Oprócz nich zobaczyliśmy inny polski zespół - "Górali Łąckich" z Łącka w woj. nowosądeckiego oraz "Carmen Guerrero" z nadmorskiego Kadyksu. Ten ostatni zespół prezentuje bardzo zróżnicowany folklor regionu położonego między Górami Betyckimi, Sierra Morena i brzegami Morza Śródziemnego i Atlantyku. Nie trzeba zaznaczać, że żywiołowość występu jego członków przewyższała - no, może poza zbójnickim w wykonaniu "Klimków" - przewyższała to, co pokazali Polacy. Ale i to stwierdzenie nie jest całkowita prawdą, bowiem w wykonaniu zespołu hiszpańskiego zobaczyliśmy bardzo nastrojową scenę majówki pod maryjnym krzyżem, dekorowanym kwiatami wyjmowanymi z dziewczęcych włosów.
Wczorajszego wieczoru ponownie wystąpili Szkoci, Huculi ze Stanisławowa, szkoccy "pipersi" i sympatyczni murzyni z Togo, którzy bez reszty podbili zakopiańska publiczność. Tych jednak występów jury pod kierownictwem dr Krystyny Kwaśniewicz już nie oglądało. Jurorzy udali się do hotelu "Helios" w którym od soboty mieszkają i po kolacji rozpoczęli obrady. Nie trzeba dodawać, że toczyły się one przy drzwiach zamkniętych. W minionych latach często wśród jurorów dochodziło do ostrych różnic w ocenie występów, nigdy jednak, poza plotkami, szczegóły tych dyskusji nie przeciekały do prasy.
Właśnie w obecności jurorów na zakopiańskim festiwalu jedni upatrują jego anachroniczność, a inni sukces. Trzeba przyznać, że większość międzynarodowych festiwali nie ma już cech ścisłego, bardzo rygorystycznego konkursu. W większości są to radosne zabawy, które mają się przede wszystkim podobać widzom, ściągać ich jak najwięcej, aby gospodarzom zastało jak najwięcej turystycznych pieniędzy. Zakopiański festiwal nic nie tracąc z atrakcyjności może się jednak poszczycić możliwością wybierania zespołów w nim uczestniczących w sporej liczbie chcących wystąpić pod Giewontem zespołów. Zdobyta tu ciupaga jest, jakby nie było, swojego rodzaju folklorystycznym "medalem olimpijskim". O znaczeniu zakopiańskich ciupag niech świadczy jedna z wielu festiwalowych anegdot. Kilka lat temu zespół, który nie zdobywając upragnionego trofeum i z Zakopanego miał wyjechać "na tarczy", przed powrotem ciupagę nabył... na targu pod Gubałówką. W domu i tak się nikt na tym nie pozna, a bez niej nie mieli po co wracać.
Uprzedzając profesjonalną ocenę jurorów, można uznać tegoroczny festiwal za udany, choć nie wykraczający poza poziom przeciętny. - Zespoły staramy się dobierać starannie - mówiła Elżbieta Chodurska, dyrektor Festiwalu. Każdy musi nadesłać nagrania magnetofonowe i video i materiały informacyjne. Zasięgamy też opinii federacji festiwali folklorystycznych CIOFF i organizatorów innych imprez. Kierujemy się też chęcią uatrakcyjnienia i urozmaicenia kolejnych festiwali. Chcemy, aby każdego roku występowały inne kraje. Nie jest to oczywiście możliwe w przypadku Europy, ale zawsze zapraszamy kogoś "ekstra". Zdarza się od czasu do czasu jakaś wpadka, gdy przybyły do Zakopanego zespół nie odpowiada naszym o nim wyobrażeniu. Nie działamy jednak "w ciemno" i na żywioł. W tym roku na przykład staraliśmy się o przyjazd określonego zespołu z Chorwacji. Postawiono nam jednak warunki nie do przyjęcia i zaproponowano inny, być może też niezły, o którym nie mieliśmy jednak żadnych informacji. Zamiast niego przyjechała Hiszpania, którą bardzo chciała przyjechać.
Wy wyprzedzając biegu wypadków dodajmy jeszcze, że nocą obradować też będzie inne, nieformalne jury, złożone z dziennikarzy akredytowanych przy festiwalu. Najlepszy w ich ocenie zespół otrzyma nagrodę im. Kazimierza Strachanowskiego - specjalną Ciupagę ze Zbyrkadłami.

Wojna szkocko-niemiecka
Mimo poważnego wyglądu i demonstrowanego na scenie wojskowego drylu, najbardziej wesołym festiwalowym narodem są Szkoci. Już dwa lata temu, gdy do Zakopanego przybyła czteroosobowa forpoczta Scottish Pipers Drum and Higland Dancers of Northumbria 72 Angielskiego Regimentu Królewskiej Inżynierii z tamburmajorem, sierżantem Davidem Barkiem na czele, Szkotów można było zawsze zastać w stojącym wtedy obok festiwalowego namiocie piwnym, gdzie popijając złocisty płyn zabawiali się pospołu z innymi miłośnikami piwa. I w tym roku byli duszą Festiwalowego Klubu. Spotkali się tam z niemieckimi tancerzami z gór Harzu. Po wstępnym wyjaśnieniu kto, kiedy i na jakim odcinku frontu walczył, wypowiedzieli wspólną wojnę puszkom i butelkom z browaru, którego ze względu na groźbę kryptoreklamy nie mogę wymienić. 

Ostatnie nagrania?
Od wielu lat na czas trwania Festiwalu do Zakopanego przyjeżdża ekipa II programu Polskiego Radia, aby utrwalać na taśmie występy goszczących tu zespołów. Od lat też na jej czele stoi dyrektor Radiowego Centrum Kultury Ludowej red. Maria Baliszewska. - Niewiele brakowało, żeby do naszego przyjazdu w ogóle nie doszło. Powszechnie znane są kłopoty radia publicznego, które owocują między innymi zamknięciem programu II. Prawdopodobnie aż tak zły los nie dotknie Centrum Kultury, ale kto wie, czy festiwalu nie rejestrujemy ostatni raz.
Dla zespołów goszczących na Festiwalu organizowane są specjalne sesje nagraniowe. Do tej pory odbywały się w Tatrzańskim Ośrodku Swojszczyzny, teraz, gdy salę wynajęto na kino, studio nagrań przeniosło się do Kościeliska, do otwartego w lutym tamtejszego Domu Ludowego.
- Teraz nagrania festiwalowe nie przedstawiają tak dużej wartości jak niegdyś - mówi Maria Baliszewska. Mamy możliwość ściągania z zagranicy doskonałych nagrań na płytach kompaktowych. Jestem jednak zdania, że powinny być prowadzone w latach następnych, jako dźwiękowa kronika tego zjawiska jakim jest zakopiański festiwal.
Pozostaje mieć nadzieję, że organizatorzy przyszłorocznego, jubileuszowego przecież festiwalu zadbają, aby wygrywane w Zakopanem dźwięki góralskich melodii nie zanikły jak górskie echo.

Siostra Helena Festiwalowa
Festiwalową tradycją jest obecność w namiocie siostry Heleny Warszawskiej. Jej barwna, dosłownie i w przenośni, postać towarzyszy festiwalowym występom od lat. Podaje wodę, chusteczkami ociera spocone czoła tancerzy, których ratuje od niechybnej śmierci z przemęczenia. Każdego roku za sceną urządzana jest "izba przyjęć". Za kolorowym parawanem stoi kozetka - pięknie pościelona z różową poduszeczką z falbankami. Za nią lampa z wykwintnym abażurem, w rogu szafka na lekarstwa. Na szafce ogromny bukiet kwiatów. Za szkłem poukładane medykamenty: jodyna, waleriana, coś na żołądek. Prawdziwe lekarstwa znajdują się niżej, za blaszanymi drzwiczkami. Siostra Helena wyciąga garść orzechowych makaroników. - Masz, redaktorze. Sama piekłam. 
 

 

« Powrót

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego”
Partner Główny





 

 



Projekt: Agnieszka Knapik    |    Powered by AntCms MATinternet Zakopane 1999-2017