HISTORIAGALERIA PLAKATUKONTAKTGALERIA ZDJĘĆPLAN MIASTA DO POBRANIANEWSLETTER
ZAPROSZENIEPROGRAMUCZESTNICYAKTUALNOŚCIJURYWYNIKI

25 sierpnia - Bój o ciupagi

Po zakopiańskim namiotem rozegrano pierwsze konkursowe eliminacje. Bój toczy się o złote, srebrne i brązowe ciupagi, które są trofeami regulaminowymi, specjalną ciupagę ze zbyrkadłami, która jest wyrazem uznania dziennikarzy akredytowanych przy festiwalu i wielu innych nagród fundowanych przez liczne instytucje i organizacje...


Wszystkich wyróżnień jest więcej niż występujących zespołów, toteż nikt w tym honorowaniu nie zostanie pominięty. Najwyższym wszakże zaszczytem jest otrzymanie ciupagi złotej, która jest przyznawana w czterech kategoriach: zespołów autentycznego, artystycznie opracowanych, stylizowanych i prezentujących folklor rekonstruowany. Oceny dokonuje jury, które do scenicznych pokazów przykłada szkiełko i oko speców od etnografii, etnomuzykologii i folkloru. Na czele zespołu sędziowskiego stoi Krystyna Kwaśniewicz, etnograf w Instytucie Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, specjalistka w zakresie obyczajów i obrzędów ludowych, autorka kilkudziesięciu prac naukowych między innymi z rejonu Beskidów i Podhala. Do pomocy ma Polki Aleksandrę Bogucką, etmomuzykologa, autorkę "Antologii pieśni Podhala" i Janinę Kalicińską oraz grono zagranicznych kolegów po fachu: Włocha Leonardo d'Agostino, dyrektora kalabryjskiego festiwalu folklorystycznego, Rafaela Romero Cardenasa, z Hiszpanii, wiceprezesa CIOFF, Petera Homolkę z Bratysławy, Bułgara Todora Djidjeva i Violettę Sziszłową z Moskwy. Jurorzy pracować będą przez trzy, po czym w czasie nocnych obrad wytypują zwycięzców.
Na pierwszy ogień poszli Bułgarzy. Pokazali "niedzielę serową" - odpowiednik naszych ostatków. Aby rozgrzać atmosferę zapalili na środku sceny ognisko, od którego zapalali małe, misternie wystrugane strzałki miotane przez chłopców w stronę piękniejszej połowy zespołu. Trafiona mogła liczyć na rychłe zamążpójście. Jednak dzielni fajermani zakopiańskiej straży pożarnej z poświęceniem pilnowała, żeby ani namiot, ani spódnice nie zajęły się od młodzieńczych żartów. Widać, że tym razem członkinie zespołu "Inzovo" nie mają co liczyć na wydanie.
Jedwab, brokat, koronki, a nade wszystko kokardy ze złota lub misternie grawerowanego srebra ozdabiały i tak piękne Włoszki. Niektóre z nich ubrane były w suknie, które ponoć nosiły jeszcze ich prapraprabaki. Piękniejsza część widowni zapewne chętniej zatrzymywała wzrok na męskiej połowie zespołu "La Cola Cola". Trzeba przyznać, że nawet najstarszy ich reprezentant byłby niezłą partią. Włosi pokazali folklor stylizowany, co wcale nie oznacza, że komercyjny. Zaprezentowali pieśni i tańce pochodzące między innymi z dawnych obrządków weselnych. Trzeba przyznać, że niektóre z nich pasowały bardziej do salonu niż do góralskiej chałupy, ale cóż - średniowieczna kultura, nawet ta plebejska jest od naszej trochę bardziej dojrzała.
Popołudniowy występ zakończyli Niemcy. W górach Harzu owiec nie pasano - zespół "Harzer Roller" pokazał odtworzony z dawnych dokumentów i przekazów folklor drwali, woźniców i górników. Nie zabrakło jodłowania, muzyki wygrywanej na młotkach i "majzlach" i strzelania z batów, które nie wszystkim się dobrze kojarzyło.
Późnym wieczorem widzowie mieli jeszcze możność oglądać francuskich pasterzy z Campanii, bosych Portugalczyków tańczących z narzędziami rolniczymi na plecach i wspaniale młodzieńczych Słowaków z uniwersyteckiego zespołu "Gymnik" z Bratysławy.
Trzeba przyznać, że tegoroczna scenografia, w której występują festiwalowi goście należy do najbardziej udanych jakie oglądaliśmy w namiocie w ostatnich latach. Ewa i Maciej Berbekowie występy umieścili przed wiejską chałupą, w której i okno malutkie z pelargonią, i płotek i stos uszykowanego na zimę drzewa. Wszystko to utrzymane w ciepłym kolorycie świeżo heblowanego drewna, które w żaden sposób nie rywalizuje z bajecznie kolorowymi strojami tancerzy i śpiewaków. Przyczepić się jedynie można do napisu "Zakopane'97" niknącego w głębi wiodących na scenę drzwi. Berbekowie są też autorami dekoracji umieszczonych na ulicach miasta i łące Równi Krupowej. Tam elementem dominującym są potężne "zbyrcoki". Według zapewnień Elżbiety Chodurskiej - szefowej Biura Promocji Zakopanego, po festiwalu nie znikną z ulic miasta lecz będą stałym elementem dekoracyjnym wykorzystywanych przy różnych okazjach.
Nie tylko góralską muzyką festiwal stoi. Sierpniowe dni coraz bardziej nabierają charakteru ĺwięta Gór, któremu towarzyszą liczne imprezy. Miłośnicy dalekiego orientu z pewnością cały dzisiejszy dzień spędzą w Galerii Sztuki Muzeum Tatrzańskiego im. W. i J. Kulczyckich na Kozińcu, gdzie trwać będzie prezentacja sztuki Jamato Nadeshiko - starej Japonii. Pokazy ikebany, origami, ceremonii parzenia i picia zielonej herbaty, gry na dawnych japońskich instrumentach, przeplatane będą dyskusjami o przyszłorocznych igrzyskach w Nagano, współczesnej kulturze japońskiej i zakończone recitalem znanej pianistki z Kraju Kwitnącej Wiśni Atsuko Ogawa, która brać będzie utwory współczesnych kompozytorów japońskich. To ona zresztą jest pomysłodawczynią i główną organizatorką Dnia Japońskiego, które szczęśliwym splotem okoliczności urządzono właśnie w Zakopanem.
Ci, których nie przekonują snujące się po Zakopanem tłumy i wolą górskie przestrzenie wybrali się wczoraj w ramach Dni Przewodnickich na Szatana w grani Baszt. Dzisiaj za drobną opłata mogą wejść na inny tatrzański szczyt - Łomnicę. - W przyszłym roku - mówił na konferencji prasowej wiceburmistrz Piotr Bąk - będziemy mogli urządzić wycieczkę, jak to za drzewiej bywało przez Liliowe, Zawory i Wrota Chałubińskiego do Morskiego Oka. Przecież Tatry są jedne i górale po obu stronach jedni.

« Powrót

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego”
Partner Główny





 

 



Projekt: Agnieszka Knapik    |    Powered by AntCms MATinternet Zakopane 1999-2017